Misją Hajsownika jest nie tylko edukacja finansowa w ciekawej formie „financial true crime”, ale również zapobieganie oszustwom finansowym, dlatego po dołączeniu do grupy Hajsownika otrzymasz pdf: „Anatomia oszustwa: 10 sygnałów finansowego przekrętu — i co zrobić, gdy już wpłaciłeś

Zobacz

Cinkciarz.pl: Od Chicago Bulls do aresztu w Missouri. Jak upadł największy polski kantor internetowy?

  • Przedmiot sprawy: Domniemane oszustwo na wielką skalę i pranie pieniędzy wokół internetowego kantoru Cinkciarz.pl i grupy Conotoxia. Według prokuratury klienci byli wprowadzani w błąd co do rzeczywistego przeznaczenia wpłacanych środków, a pieniądze miały trafiać do innych spółek kontrolowanych przez podejrzanych, zamiast do pokrzywdzonych. Wątek poboczny: ucieczka założyciela do Stanów Zjednoczonych i próba zalegalizowania pobytu przez służbę w armii USA.
  • Główni bohaterowie i podejrzani:
    • Marcin Pióro — założyciel i prezes Cinkciarz.pl, „gwiazda fintechu”, Menedżer Roku według Bloomberg Businessweek Polska, pierwszy zagraniczny sponsor Chicago Bulls. Podejrzany, poszukiwany czerwoną notą Interpolu, zatrzymany w USA 19 maja 2026 roku.
    • Robert G. — były członek zarządu, zatrzymany w marcu 2025 roku. Według prokuratury nie przyznał się do zarzutów.
    • Monika J. — główna księgowa spółek z grupy. Według prokuratury przyznała się do zarzucanych czynów i złożyła wyjaśnienia.
    • Kolejni zatrzymani — w lutym 2026 roku zatrzymano czworo następnych osób, w tym byłych członków zarządu oraz osoby odpowiedzialne za zarządzanie płynnością środków na rachunkach klientów. Łącznie zarzuty usłyszało siedem osób. Wszyscy zainteresowani korzystają z domniemania niewinności.
  • Skala strat (PLN):
    • Według aktualnych szacunków Prokuratury Regionalnej w Poznaniu łączna szkoda przekracza 185 milionów złotych (wcześniejsze, niższe szacunki mówiły o kwocie rzędu 125–150 milionów).
    • W postępowaniu upadłościowym zgłoszono roszczenia rzędu 200 milionów złotych przy zabezpieczonym majątku szacowanym na około 20 milionów — co według doniesień medialnych oznacza, że klienci mogą odzyskać niewielki ułamek wpłat.
  • Liczba poszkodowanych: Według ustaleń prokuratury ponad 5 000 osób. W postępowaniu upadłościowym zgłosiło się blisko 8 000 wierzycieli. Przekrój przez całe społeczeństwo: przedsiębiorcy przewalutowujący środki firmowe, frankowicze kupujący walutę na ratę kredytu, turyści, młodzi i starsi.

Cinkciarz.pl był przez lata największym internetowym kantorem wymiany walut w Polsce. Jego założyciela, Marcina Pióro, media nazywały gwiazdą polskiego fintechu — człowiekiem, który sponsorował Chicago Bulls i obiecywał, że wymianę walut zrobi tańszą niż w banku. W październiku 2024 roku Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła licencję spółce stojącej za kantorem, klienci stracili dostęp do swoich pieniędzy, a wokół firmy narosła jedna z najgłośniejszych afer finansowych ostatniej dekady. W maju 2026 roku Pióro został zatrzymany przez amerykańskie służby — w mundurze, na poligonie armii USA.

W tym raporcie wyjaśniamy po kolei: kim jest Marcin Pióro, jak Cinkciarz.pl zbudował zaufanie milionów Polaków, co naprawdę pokazywały sprawozdania finansowe firmy przez całe lata świetności, na czym — według prokuratury — polegał mechanizm, i jak ta historia skończyła się aresztem w stanie Missouri. To opowieść o czerwonych lampkach, które paliły się przez osiem lat, a których nikt nie chciał zobaczyć.

Kim jest Marcin Pióro, założyciel Cinkciarz.pl?

Łatwo byłoby zrobić z tej historii film o cwaniaku z prowincji, który postanowił okraść Polaków. Prawda jest ciekawsza — i przez to trudniejsza.

Marcin Pióro pochodzi z Zielonej Góry. Skończył inżynierię oprogramowania na Uniwersytecie Zielonogórskim, a potem dorzucił rzeczy, których nie ma w życiorysie przeciętnego biznesmena z prowincji: studia podyplomowe na Saïd Business School w Oksfordzie i międzynarodowe MBA w programie TRIUM — wspólnym przedsięwzięciu nowojorskiego NYU Stern, London School of Economics i paryskiego HEC. Trzy z najlepszych szkół biznesowych świata, na trzech kontynentach.

Człowiek wykształcony, wielojęzyczny, programista i menedżer w jednym. To istotne, bo cała ta historia nie jest historią o głupocie. Jest o czymś znacznie bardziej niepokojącym.

Jak powstał Cinkciarz.pl i stał się największym kantorem internetowym w Polsce

Cinkciarz.pl ruszył w 2010 roku i wypełnił prostą lukę. Kupno i sprzedaż waluty w banku zawsze wiązało się z szerokim spreadem — różnicą między ceną kupna a sprzedaży, na której bank zarabia. Cinkciarz obiecał to samo taniej: wymianę online, po kursie bliższym rynkowemu, bez wychodzenia z domu.

Model był łatwy do zrozumienia i łatwy do polubienia. Wpłacasz złotówki, dostajesz euro, franki albo dolary, płacąc za to ułamek tego, co wziąłby bank. Z czasem doszły karty, przelewy zagraniczne i konta walutowe prowadzone przez powiązaną spółkę Conotoxia. Z małego kantoru zrobiła się grupa finansowa z aspiracjami.

W szczytowym momencie, w 2022 roku, obroty z wymiany walut na platformie przekroczyły trzydzieści pięć miliardów złotych. Dla wielu Polaków Cinkciarz.pl stał się domyślnym miejscem, w którym trzyma się i wymienia walutę — pewnym jak bank, tylko tańszym.

Era świetności — Chicago Bulls, sponsoring i „gwiazda fintechu”

Zaufanie buduje się obrazami. A Cinkciarz.pl rozumiał to lepiej niż ktokolwiek na rynku.

Firma została pierwszym w historii zagranicznym sponsorem koszykarskiego Chicago Bulls — jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek sportowych świata. Logo polskiego kantoru pojawiało się przy amerykańskiej legendzie NBA. W Polsce firma sponsorowała reprezentacje narodowe i wydarzenia, na których trudno było jej nie zauważyć.

Sam Pióro zbierał medialne korony. Bloomberg Businessweek Polska uznał go Menedżerem Roku. Trafiał do rankingów Forbesa. Mówił o budowie banku z milionem klientów i o tym, że polski fintech może grać w pierwszej lidze. Dla widza, klienta i dziennikarza obraz był spójny: oto człowiek sukcesu, firma, która wygrała z bankami, polska marka, która podbiła Amerykę.

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Bo to właśnie ten obraz — drogi, błyszczący, potwierdzony przez sport i media — był najskuteczniejszym zabezpieczeniem firmy. Nikt nie czyta sprawozdań finansowych marki, która sponsoruje Chicago Bulls.

A warto było.

Co naprawdę pokazywały sprawozdania finansowe Conotoxia

To jest moment, w którym historia odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni.

Prawda o kondycji kantoru była przez cały czas pod ręką — w sprawozdaniach finansowych grupy Conotoxia, składanych do Krajowego Rejestru Sądowego. Jak wykazała analiza redakcji Bankier.pl, w ciągu ośmiu lat działalności grupa nie zamknęła zyskiem ani jednego roku. Straty rosły rok po roku i pod koniec 2023 roku zbliżyły się do dwustu milionów złotych.

Innymi słowy: firma, która sprzedawała się jako gwiazda fintechu, była trwale nierentowna. Koszty przewyższały przychody nawet w szczycie obrotów.

A teraz druga liczba, która ten obraz dopina. W tym samym czasie, gdy grupa notowała straty, jej zarząd wypłacił sobie w sumie około sześćdziesięciu ośmiu milionów złotych wynagrodzeń. Rekord padł w 2022 roku — ponad dwadzieścia jeden milionów dla zarządu w roku, w którym grupa straciła dwadzieścia pięć milionów.

To nie jest jeszcze dowód przestępstwa — obowiązuje domniemanie niewinności, a o tym, czy i jakie prawo złamano, zdecyduje sąd. Ale to jest dokładnie ta czerwona lampka, o której Hajsownik mówi przy każdej aferze: sygnał, który dało się odczytać z publicznego dokumentu na lata przed tym, zanim ktokolwiek stracił pieniądze.

Co popsuło biznes — Revolut, kurczące się marże i pożyczki

Kantor zarabia na spreadzie — na różnicy między kursem kupna a sprzedaży. Dopóki ta różnica jest wystarczająco szeroka, model się spina.

Problem w tym, że na rynek weszła konkurencja, która spread ścisnęła niemal do zera. Najgłośniej zrobił to Revolut, dla którego tania wymiana walut była częścią szerszej oferty, a nie głównym źródłem zysku. Marża, na której stał cały biznes Cinkciarza, zaczęła topnieć.

Sprawozdania pokazują kurczenie się rezerw: środki pieniężne grupy spadły z siedemdziesięciu trzech milionów złotych na koniec 2021 roku do trzydziestu milionów dwa lata później. Kapitał własny stopniał o połowę. Grupa ratowała się pożyczkami odnawialnymi na sto trzydzieści trzy i pół miliona złotych — z terminem spłaty na koniec grudnia 2024 roku.

Spójrz na tę datę. Bo to nie przypadek, że właśnie pod koniec 2024 roku cała konstrukcja zaczęła się sypać.

Cofnięcie licencji przez KNF i ucieczka założyciela

Jesienią 2024 roku klienci zaczęli zgłaszać to samo: przelewy, które miały dochodzić w godziny, nie dochodziły dniami. Skargi narastały.

2 października 2024 roku Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła spółce Conotoxia — działającej przez agentów Cinkciarz.pl — zezwolenie na świadczenie usług płatniczych. Uzasadnienie było twarde: według nadzoru spółka nie zapewniła ostrożnego i stabilnego zarządzania oraz nie wypełniała ustawowych obowiązków ochrony środków klientów, mimo wcześniejszych wezwań. To najsurowsza sankcja, jaką KNF dysponuje.

Trzy dni po tej decyzji — jak ujawnił Bankier.pl — Marcin Pióro przepisał swoje dwie nieruchomości w Zielonej Górze na członka rodziny. Mniej więcej w tym samym czasie opuścił kraj.

Publicznie firma i jej prezes konsekwentnie przedstawiali się jako ofiary. Oskarżali KNF o zabijanie biznesu, banki o nieuczciwą walkę z konkurencją, zapowiadali pozwy na miliardy złotych. Pióro twierdził, że spółka jest warta miliardy i że wszystko by się udało, gdyby nie „atak” instytucji. W kierunku jednego z banków padło nawet oskarżenie o zablokowanie środków na — jak to ujęto — fikcyjną kwotę dziewięciu i dziewięciu dziesiątych biliona złotych.

To, co jednej stronie wyglądało na obronę dobrego imienia, drugiej — na odwracanie uwagi. Decyzję, której wersji wierzyć, zostawiamy tobie. My pokazujemy fakty z dokumentów.

Na czym polegał mechanizm? Instytucja płatnicza, a nie bank

Żeby zrozumieć, dlaczego pieniądze klientów wyparowały i dlaczego tak trudno je odzyskać, trzeba zrozumieć jedno rozróżnienie. Spokojnie, bez żargonu.

Conotoxia była instytucją płatniczą, a nie bankiem. Cinkciarz.pl działał jako jej agent. Różnica jest fundamentalna. Pieniądze, które trzymasz w banku, są objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym — jeśli bank upadnie, do określonej kwoty dostajesz zwrot z systemu gwarancyjnego. Środki u instytucji płatniczej taką ochroną objęte nie są. Instytucja płatnicza ma prawny obowiązek osobno zabezpieczać środki klientów — i to właśnie tego obowiązku, według KNF, Conotoxia nie dopełniała.

Wyobraź to sobie tak. Bank to skarbiec, w którym twoja gotówka leży w opisanej kopercie, a państwo pilnuje, że koperta jest na miejscu. Instytucja płatnicza bez właściwego zabezpieczenia to wspólny worek, do którego wrzucasz swoje pieniądze razem z cudzymi — i musisz wierzyć, że gdy po nie sięgniesz, wciąż tam będą.

Według prokuratury w tym worku ich nie było. Śledczy twierdzą, że klienci byli wprowadzani w błąd co do rzeczywistego przeznaczenia wpłacanych środków, a pieniądze były kierowane do innych spółek zarządzanych przez podejrzanych i nie trafiały do pokrzywdzonych. To zarzut, nie wyrok — sprawa się toczy, a podejrzani korzystają z domniemania niewinności. Ale to właśnie ta teza jest sercem śledztwa.

Tu pojawia się gorzki paradoks całej afery. KNF podkreśla, że sam internetowy kantor wymiany walut nie podlega i nie podlegał jej nadzorowi — w Polsce ta działalność nie jest regulowana. Cofnięcie licencji dotyczyło Conotoxii jako instytucji płatniczej, ale nie dało nadzorowi narzędzi, by odblokować klientom dostęp do ich kont czy danych. Poszkodowani odbijali się od KNF do prokuratury, od prokuratury do syndyka, od syndyka do urzędu ochrony danych — i z powrotem.

Zatrzymanie w Missouri — jak skończyła się ucieczka

Przez prawie rok Marcin Pióro żył w Stanach Zjednoczonych w zasadzie jawnie. Dom pod Chicago, rodzina, firmy zarejestrowane w amerykańskich rejestrach. Nie ukrywał się — starał się nawet o amerykańskie obywatelstwo.

Od października 2025 roku był poszukiwany czerwoną notą Interpolu, a wcześniej, od lipca, listem gończym po zastosowaniu przez polski sąd tymczasowego aresztowania. Nad sprawą pracowali „łowcy cieni” z Centralnego Biura Śledczego Policji we współpracy z FBI i amerykańską Służbą Marszałkowską (U.S. Marshals Service), wyspecjalizowaną w ściganiu zbiegów.

A potem, według ustaleń śledczych i mediów, Pióro zrobił rzecz, która okazała się jego błędem. Wstąpił do Gwardii Narodowej stanu Illinois i pojechał na podstawowe szkolenie wojskowe — prawdopodobnie licząc, że służba w armii USA otworzy mu szybszą drogę do obywatelstwa, którego nie da się łatwo cofnąć i które utrudniłoby ekstradycję.

19 maja 2026 roku, w trakcie szkolenia w bazie Fort Leonard Wood w stanie Missouri, został zatrzymany. Według komunikatu U.S. Marshals operację przeprowadzono na wniosek ekstradycyjny złożony przez Polskę, bez zakłócania szkolenia pozostałych rekrutów. Dzień później Pióro stanął przed sądem federalnym dla Zachodniego Okręgu Missouri, gdzie zastosowano wobec niego tymczasowe aresztowanie.

Zatrzymanie zbiegło się w czasie z głośnym w Polsce wyjazdem do USA byłego ministra sprawiedliwości — areszt nastąpił dziewięć dni później. To jednak osobna historia.

Tak skończył się rok wygodnego życia człowieka, który zbudował największy polski kantor internetowy: w mundurze armii, której obywatelstwa szukał, na poligonie w środkowych Stanach.

Co dalej — ekstradycja, upadłość i pieniądze klientów

Sprawa ma teraz dwa równoległe tory.

Pierwszy to ekstradycja. O wydaniu Pióro Polsce zdecyduje sąd amerykański. Zgodnie z polsko-amerykańską umową ekstradycyjną nawet ewentualne obywatelstwo USA nie byłoby formalną przeszkodą do wydania — ale procedura bywa długotrwała, co podkreślają zarówno prokuratura, jak i pełnomocnicy poszkodowanych. W Polsce podejrzanemu grozi do dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności.

Drugi tor to pieniądze. W październiku 2025 roku Sąd Rejonowy w Zielonej Górze ogłosił upadłość spółki Cinkciarz.pl; syndyk zbiera zgłoszenia wierzytelności. Według doniesień medialnych przy roszczeniach rzędu dwustu milionów złotych i zabezpieczonym majątku rzędu dwudziestu milionów realne szanse odzyskania pełnych wpłat są niewielkie — mówi się nawet o zwrocie na poziomie kilkunastu procent. Część poszkodowanych zapowiada pozew zbiorowy, kierując roszczenia nie tylko wobec spółki, ale i wobec państwa, które ich zdaniem nie wprowadziło zabezpieczeń obiecywanych po wcześniejszych aferach.

I to jest właściwy morał, który nie jest morałem, tylko ostrzeżeniem. Tę historię dało się przeczytać wcześniej. Osiem lat strat w jawnych sprawozdaniach. Dziesiątki milionów wynagrodzeń zarządu w firmie, która nie zarabiała. Środki klientów w instytucji płatniczej, która nie jest objęta gwarancją depozytów. Wszystko było na wierzchu. Pytanie, które zostaje po tej sprawie, nie brzmi „jak to się stało”. Brzmi: dlaczego, choć wszystko było jawne, tak długo nikt nie chciał tego sprawdzić.

FAQ — najczęstsze pytania o aferę Cinkciarz.pl

Czym był Cinkciarz.pl? To największy polski internetowy kantor wymiany walut, działający od 2010 roku, część grupy Conotoxia z Zielonej Góry. Oferował tańszą niż w bankach wymianę walut online, a z czasem także karty i konta walutowe prowadzone przez powiązaną instytucję płatniczą.

Czy Cinkciarz.pl to oszustwo? Wobec firmy oraz osób z nią powiązanych prokuratura prowadzi postępowanie i postawiła zarzuty, m.in. oszustwa i prania pieniędzy. Nie zapadł jednak prawomocny wyrok, a podejrzani korzystają z domniemania niewinności i części zarzutów nie przyznają. O winie zadecyduje sąd.

Co się stało z Marcinem Pióro? Założyciel kantoru wyjechał do USA jesienią 2024 roku, krótko po cofnięciu licencji przez KNF. Był poszukiwany czerwoną notą Interpolu i 19 maja 2026 roku został zatrzymany przez amerykańskie służby w bazie wojskowej Fort Leonard Wood w stanie Missouri. Polska wnioskuje o jego ekstradycję.

Dlaczego pieniądze klientów nie były chronione jak w banku? Conotoxia była instytucją płatniczą, a nie bankiem, a Cinkciarz.pl działał jako jej agent. Środki klientów instytucji płatniczej nie są objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Instytucja ma obowiązek osobno zabezpieczać te środki — i według KNF właśnie tego obowiązku spółka nie dopełniała.

Dlaczego KNF nie zablokowała samego kantoru? Według KNF działalność internetowego kantoru wymiany walut nie podlega w Polsce nadzorowi finansowemu — regulowana była tylko spółka Conotoxia jako instytucja płatnicza. Cofnięcie jej licencji nie dało nadzorowi narzędzi do administrowania kontami ani danymi klientów kantoru.

Czy klienci odzyskają swoje pieniądze? Sąd ogłosił upadłość Cinkciarz.pl i trwa zgłaszanie wierzytelności do syndyka. Według doniesień medialnych zabezpieczony majątek jest znacznie niższy od sumy roszczeń, więc pełne odzyskanie wpłat jest mało prawdopodobne. Część poszkodowanych przygotowuje pozew zbiorowy, m.in. przeciwko państwu.

Jakie były wcześniejsze sygnały ostrzegawcze? Sprawozdania finansowe grupy Conotoxia, dostępne w rejestrze sądowym, pokazywały straty nieprzerwanie od 2015 roku — przy jednoczesnych wielomilionowych wynagrodzeniach zarządu. To sygnały, które dało się odczytać z publicznych dokumentów na długo przed kryzysem wypłat.

Posłuchaj

Podcasty dostępne na platformach:

Youtube

Pełne odcinki i shorty

Spotify

Słuchaj w drodze

Apple Podcast

Subskrybuj na iPhonie

Przewijanie do góry