Misją Hajsownika jest nie tylko edukacja finansowa w ciekawej formie „financial true crime”, ale również zapobieganie oszustwom finansowym, dlatego po dołączeniu do grupy Hajsownika otrzymasz pdf: „Anatomia oszustwa: 10 sygnałów finansowego przekrętu — i co zrobić, gdy już wpłaciłeś„
Dołącz do grupy
Dziękuję
Jesteś w środku
W imię sprawiedliwości: jak mała fundacja medialna z seminarium sercanów wygrała prawie 100 milionów z Funduszu Sprawiedliwości
- Przedmiot sprawy. Największa dotacja w historii Funduszu Sprawiedliwości — prawie 100 mln zł przyznane, 66 mln zł wypłacone — trafiła do Fundacji Profeto, małej fundacji medialnej powołanej przez zakon sercanów przy seminarium w Stadnikach. Pieniądze miały sfinansować w warszawskim Wilanowie ośrodek pomocy ofiarom przestępstw zwany Archipelagiem. Według prokuratury konkurs był ustawiony, a Profeto — fundacja bez doświadczenia w pomaganiu pokrzywdzonym — złożyła kompletną ofertę w 72 godziny i jako jedyna wygrała. Prezes fundacji, ksiądz Michał Olszewski, jest w procesie oskarżony m.in. o pranie pieniędzy i przywłaszczenie mienia znacznej wartości. Sprawa jest częścią szerszej afery Funduszu Sprawiedliwości, w której głównym podejrzanym jest były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Postępowanie jest w toku, obowiązuje domniemanie niewinności. Główni bohaterowie i powiązane podmioty:
- Ksiądz Michał Olszewski — sercanin, egzorcysta, ewangelista, prezes Fundacji Profeto. Oskarżony w procesie o Fundusz Sprawiedliwości; według prokuratury odpowiadał za mechanizm wyprowadzania środków. Nie przyznaje się do zarzutów i odmawia składania wyjaśnień.
- Zbigniew Ziobro — były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, nadzorował Fundusz Sprawiedliwości. Podejrzany w śledztwie; prokuratura chce postawić mu 26 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Przebywa poza krajem.
- Marcin Romanowski — były wiceminister sprawiedliwości nadzorujący Fundusz. Według ustaleń prokuratury i dziennikarzy pomagał fundacji jeszcze przed ogłoszeniem konkursu. Poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
- Konstanty Radziwiłł — były minister zdrowia, jako wojewoda mazowiecki jest postacią z etapu, na którym inwestycja odblokowała pozwolenia.
- Mecenas Krzysztof Wąsowski — obrońca ks. Olszewskiego; jego kancelaria obsługiwała prawnie Archipelag, a on sam — według prokuratury — sporządził dla Profeto opinię o finansowaniu zakupów, co czyni go w sprawie świadkiem.
- Jan O. — ojciec księdza, z zawodu budowlaniec; według ustaleń prokuratury i dziennikarzy faktycznie zarządzał budową.
- Piotr W. — właściciel firmy Tiso, oficjalnego wykonawcy; pierwszy skazany w całej aferze Funduszu Sprawiedliwości — za pranie pieniędzy.
- Urszula D. i Karolina K. — byłe urzędniczki Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, współoskarżone; miały odpowiadać za przyznanie dotacji.
- Prokuratura Krajowa prowadzi postępowanie; Najwyższa Izba Kontroli zakwestionowała inwestycję; sprawę bada Sąd Okręgowy w Warszawie. Skala:
- prawie 100 mln zł — łączna przyznana dotacja (start: 43 mln zł, potem budżet urósł o ok. 130%).
- 66 mln zł — kwota faktycznie wypłacona, zanim resztę zablokował następca Ziobry.
- 135 tys. zł — środki, które według prokuratury trafiły do ks. Olszewskiego i były wypłacane z bankomatów lub wydawane kartą.
- 100 tys. zł miesięcznie — „czynsz za teren” płacony z dotacji przy rynkowej wartości najmu rzędu 10–15 tys. zł.
- 56 mln zł — tyle, według NIK, Fundacja Profeto powinna zwrócić. Status i poszkodowani:
- Głównym poszkodowanym jest Skarb Państwa, a pośrednio ofiary przestępstw i byli więźniowie — bo Fundusz w części składa się z potrąceń z wynagrodzeń osadzonych.
- Proces przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył 21 stycznia 2026; sędzią-referentem jest Justyna Koska-Janusz, której wyłączenia domaga się obrona. Według adwokatów proces może potrwać lata.
- Ks. Olszewski spędził w areszcie blisko 7 miesięcy; wyszedł w październiku 2024 za poręczeniem 350 tys. zł.
- Obowiązuje domniemanie niewinności — ostateczna kwalifikacja prawna należy do sądu.
- Przedmiot sprawy. Największa dotacja w historii Funduszu Sprawiedliwości — prawie 100 mln zł przyznane, 66 mln zł wypłacone — trafiła do Fundacji Profeto, małej fundacji medialnej powołanej przez zakon sercanów przy seminarium w Stadnikach. Pieniądze miały sfinansować w warszawskim Wilanowie ośrodek pomocy ofiarom przestępstw zwany Archipelagiem. Według prokuratury konkurs był ustawiony, a Profeto — fundacja bez doświadczenia w pomaganiu pokrzywdzonym — złożyła kompletną ofertę w 72 godziny i jako jedyna wygrała. Prezes fundacji, ksiądz Michał Olszewski, jest w procesie oskarżony m.in. o pranie pieniędzy i przywłaszczenie mienia znacznej wartości. Sprawa jest częścią szerszej afery Funduszu Sprawiedliwości, w której głównym podejrzanym jest były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Postępowanie jest w toku, obowiązuje domniemanie niewinności. Główni bohaterowie i powiązane podmioty:
Wyobraź sobie, że siedzisz w kościele. Z przodu stoi ksiądz, mówi o Jezusie, który jest blisko — a wokół ciebie ktoś zaczyna śpiewać, ktoś płacze, ktoś śmieje się bez powodu. To ksiądz Michał Olszewski: sercanin, egzorcysta, człowiek, o którym mówiła cała Polska. Kilka lat później ten sam człowiek siedzi na ławie oskarżonych, a państwowa dotacja, którą zdobyła jego fundacja, okazuje się największą w historii Funduszu Sprawiedliwości — funduszu, który powstał, żeby pomagać ofiarom przestępstw.
W tym raporcie wyjaśniam po kolei: kim jest ksiądz Olszewski, skąd wzięła się Fundacja Profeto, jak fundacja od radia i aplikacji w trzy dni wygrała konkurs na centrum pomocy ofiarom, jak — według prokuratury — te same pieniądze wracały do księdza, kto otwierał kolejne drzwi i dosypywał kolejne miliony, oraz czym naprawdę stał się Fundusz Sprawiedliwości. Wszystko w oparciu o akt oskarżenia i komunikaty Prokuratury Krajowej, raport i konferencję Najwyższej Izby Kontroli oraz ustalenia dziennikarzy — m.in. reportaż „Czarno na białym” i materiały TVN24, OKO.press i PAP. Osoby publiczne występują pod pełnym nazwiskiem, osoby nieskazane prawomocnie w sprawach w toku — pod formą imię + inicjał. To nie jest podcast polityczny: nazywam działania, nie oceniam barw. Obowiązuje domniemanie niewinności.
Kim jest ksiądz Michał Olszewski?
Zacznijmy od człowieka. Ksiądz Michał Olszewski to nie jest zwykły ksiądz. Sercanin. Egzorcysta. Autor ponad dwudziestu książek. W dwóch z nich opisał, jak wypędzał z pewnej kobiety „duchy wegetarianizmu”, wpychając jej do ust salceson — bo diabeł, jak twierdzi, salcesonu nie zniesie. Wypędzał też duchy Harry’ego Pottera, homeopatii, islamu. Opowiadał o kobiecie, w której siedziało 240 demonów — podały swoją liczbę i wychodziły grupami. Mówił, że szatan wysyłał mu SMS-y z numeru 666 i chciał go zabić, ale nie mógł, bo Matka Boża trzyma go za rękę.
Powołanie poczuł późno, ale gdy już poczuł — ruszył z kopyta. Radio, kanał na YouTube, aplikacja, rekolekcje online. Sam mówił, że chce być jak ojciec Rydzyk, tylko trafiać do młodszych. Własnego domu mediowego jeszcze nie miał. Plany budynku miał gotowe od dawna.
Zapamiętaj te dwie rzeczy: charyzmat i marzenie o własnym imperium medialnym. Bo cała ta historia rozegra się dokładnie w napięciu między jednym a drugim.
Sercanie i Profeto — skąd wzięła się fundacja
Olszewski jest sercaninem. Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego założył w 1878 roku we francuskim Saint-Quentin ksiądz Leon Jan Dehon. Charyzmat ma dwie nogi: mistyczną — kult Serca Jezusowego — i społeczną: pracę wśród ubogich, poszkodowanych, cierpiących. W ich własnych słowach: wprowadzanie w świecie królestwa sprawiedliwości i chrześcijańskiej miłości. Zapamiętaj to słowo. Będzie wracać.
Do Polski sercanie przyszli w 1928. Główną siedzibę mają w Stadnikach, wsi 30 kilometrów od Krakowa — kompleks z czerwonej cegły, wyższe seminarium misyjne, prawie trzystu zakonników, własne wydawnictwo. I to oni w 2014 roku powołali Fundację Profeto — Sercański Sekretariat na rzecz Nowej Ewangelizacji. Zakon wyłożył pieniądze na rozruch i sprzęt, prezesem został ksiądz Olszewski. Cel: nowoczesna ewangelizacja — Dobra Nowina przez radio, aplikację i YouTube.
W 2019 roku Profeto zatrudniała dziesięć osób i miała dwa miliony przychodu. Mała, ambitna fundacja medialna. Rozpędzona, ale mała.
I teraz pierwszy zwrot. Ta mała, medialna fundacja — działająca w seminarium sercanów, bez doświadczenia w pomaganiu komukolwiek — dostaje z państwowego Funduszu Sprawiedliwości największą dotację w jego historii. Prawie 100 milionów złotych. Na coś, czym nigdy w życiu się nie zajmowała.
Konkurs w 72 godziny
Cofnijmy się do 2019 roku, na długo przed jakimkolwiek konkursem. Ksiądz szykował się już do budowy dużego ośrodka. Szukał działki. I — według ustaleń prokuratury i dziennikarzy — w tych poszukiwaniach pomagał mu osobiście wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski. Ten sam, który nadzorował Fundusz Sprawiedliwości. Podsunął agenta nieruchomości. Cenę działki negocjowano, zanim konkurs w ogóle ogłoszono.
W lutym 2020 Profeto podpisuje z zakonem umowę pożyczki — 3 mln zł na zakup ziemi. W umowie pada nazwa przyszłego budynku: „Medialne Centrum Ewangelizacji oraz Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przemocą”. Cel pożyczki? „W związku z przystąpieniem do konkursu”. Fundacja bierze 3 miliony, żeby przystąpić do konkursu, którego jeszcze nikt nie ogłosił.
Ogłoszenie pojawiło się na stronie ministerstwa 17 lutego 2020, o 20:02. Ksiądz Olszewski twierdził, że dowiedział się o nim jak każdy — z ogłoszenia, w tym samym czasie co wszyscy.
Profeto złożyła kompletną ofertę w trzy dni. Doświadczone fundacje ledwo mieściły się w terminie — a fundacja medialna bez cienia doświadczenia w pomaganiu ofiarom składa gotowy projekt centrum pomocy w 72 godziny. I jako jedyna wygrywa. 43 miliony na start.
Tyle że pomoc pokrzywdzonym nie była jej działalnością. Nie budowała, nie prowadziła ośrodków. Była od radia i aplikacji. A budynek, który zaprojektowano, zawierał studia nagrań, reżyserki, salę widowiskową, studia postprodukcji — wszystko, czego potrzebuje dom mediowy. Do tego, jak mówi osoba dobrze znająca księdza, na papierze „dorobiono” osiem pokoi dla matek z dziećmi, żeby projekt pasował do wymogów konkursu.
I jeszcze jedno, o czym mówi wprost Najwyższa Izba Kontroli: państwo nie może w ten sposób wzbogacać zakonu. Budynek stanął na działce, której współwłaścicielem został zakon sercanów — a zakon, z państwowej dotacji, wzbogaca się bez żadnych zobowiązań wobec Skarbu Państwa. Według NIK to samo już dyskwalifikowało tę inwestycję.
Liczby — 43, 98, 66
Na początku było 43 miliony. Potem budżet urósł o jakieś 130%. Dorzucono sprzęt, pomieszczenia, wszystko najnowocześniejsze. W sumie przyznano niemal 100 milionów. Wypłacono 66 — resztę zablokował następca Ziobry, Adam Bodnar.
Ksiądz nie miał nawet pieniędzy na działkę. Pożyczył od zakonu 3 miliony. I zaczął tę pożyczkę spłacać — ale nie wprost. Jako „czynsz za teren”. 100 tysięcy złotych miesięcznie. Rynkowa wartość takiego najmu? 10, może 15 tysięcy. Nie sto.
Ale nawet nie płacono tego co miesiąc. Zapłacono z góry — za trzy lata naraz, całą kwotę jednym ruchem, pod tytułem „wynajem”. Mówi o tym wprost właściciel firmy Tiso, która oficjalnie budowała: Piotr W. Bo taka konstrukcja jest bezprawna: nie można pieniędzmi z dotacji spłacać zakupu działki. Reguły Funduszu tego zabraniają.
Tak samo jak nie można kupić na fundację samochodu i oddać go prywatnie ojcu księdza. A tak — według ustaleń dziennikarzy — było. Gdy z Tiso przychodził większy przelew, kupowano auto. Nowa Toyota RAV4. Jeździł nią ojciec, który wcześniej miał tylko starego busa. Gdy sprawie zaczęła przyglądać się prokuratura, w lutym 2024 samochód wyprowadzono z fundacji i sprzedano firmie oddalonej o 400 kilometrów. Reporterzy znaleźli go potem zaparkowanego pod lasem, 150 metrów od firmy ojca.
Ojciec, słup i 3 procent
Bo ojciec księdza, Jan O., przez lata prowadził firmę budowlaną. I to on — według ustaleń prokuratury i dziennikarzy — faktycznie budował Archipelag. Zarządzał, kupował materiały, wskazywał kierownika budowy. Ale w papierach pojawić się nie mógł. Bo, jak to ujął, źle by wyglądało, że ojciec buduje za publiczne pieniądze budynek syna. Potrzebny był ktoś, kto weźmie to na siebie. Słup — twarz dla kogoś, kto nie chce mieć twarzy.
Słupem została firma Tiso. Za bycie twarzą na papierze miała inkasować 3% od faktur. Rekomendację — jak twierdził ksiądz — dostał od Caritasu. Caritas na pytania dziennikarzy nie odpowiedział.
A teraz najważniejsze zdanie z całego raportu NIK. Z umowy wynikało, że ofiarom przestępstw ksiądz miał pomagać w tym budynku tylko przez rok. Potem fundacja mogła z tak wyposażonym gmachem — studia, reżyserki, sala widowiskowa — zrobić właściwie, co chciała, nie łamiąc umowy. Powiedzieć: ministerstwo już nie płaci, trzeba budynek jakoś utrzymać, więc może dom rekolekcyjny, a może nasze media, bo tak się składa, że studia już są. Rok pomocy dla ofiar. A potem gotowy dom mediowy za publiczne pieniądze.
Jak wracały pieniądze — mechanizm prania
W sprawie postawiono ks. Olszewskiemu zarzut prania pieniędzy. Rozłóżmy to na kroki, bo mechanizm jest tu całą historią.
Krok pierwszy. Fundusz Sprawiedliwości, nadzorowany przez Zbigniewa Ziobrę, wypłaca pieniądze Fundacji Profeto jako beneficjentowi projektu.
Krok drugi. Profeto przelewa środki firmie Tiso — oficjalnemu wykonawcy.
Krok trzeci. Tiso, pod tytułem „wynajem”, przelewa pieniądze zakonowi sercanów — na konto, do którego pełnomocnictwo miał ks. Olszewski.
Krok czwarty. Z tego konta pieniądze wracają częściowo do Fundacji Profeto na cele statutowe, a według prokuratury 135 tys. zł trafia do samego ks. Olszewskiego, który wypłaca je sobie z bankomatów albo płaci nimi kartą.
Ale to wciąż były te same pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. W dużej części złożone z potrąceń z wynagrodzeń więźniów. Pieniądz, który wyszedł z państwowego funduszu dla ofiar przestępstw, po kilku przelewach lądował w prywatnym bankomacie.
Rachunek na serwetce
Zrobię tu dygresję. Policzmy coś na serwetce — i od razu zaznaczam: to nie jest audyt, to rachunek na serwetce, oparty na założeniu, które sam przyjmuję.
Według opisu projektu Archipelag miał dać 14 miejsc całodobowych — 12 krótkoterminowych i 2 mieszkania — plus 60 miejsc dziennych. A obowiązek realnej pomocy trwał, przypomnę, rok. Weźmy te 14 całodobowych łóżek. Rok to jakieś pięć tysięcy osobonocy. Załóżmy hojnie, że kwaterujesz te osoby w pięciogwiazdkowym hotelu w Warszawie, po 1000 zł za dobę — bo w centrum tyle to kosztuje. Razem wychodzi około 5 milionów. Za rok. A na ten budynek wydano 66.
Rząd wielkości mówi sam za siebie: rok pięciogwiazdkowej pomocy dla tylu osób wyszedłby kilkanaście razy taniej niż ten jeden gmach.
Niewidzialna ręka
Nie wszystko szło gładko. Budowa nie dostała pozwolenia — władze Wilanowa w lipcu 2021 odmówiły. I wtedy fundacji przychodzi z odsieczą wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł, były minister zdrowia. Nagle da się.
Ale czyja to była ręka? Cofnijmy się. To Romanowski — wiceminister nadzorujący Fundusz — podsunął agenta i pomagał wybrać działkę, jeszcze zanim ją kupiono. To on, gdy wpływał wniosek „potrzebujemy jeszcze 20 milionów”, po kilku dniach odpowiadał: wyrażam zgodę. Według śledczych wniosków tych w ministerstwie nikt nie weryfikował. Nie przeszkadzało nawet to, że do budynku nie da się podłączyć kanalizacji — planowej dopiero na 2030 rok. Cały gabinet Funduszu Sprawiedliwości z czasów Ziobry ma dziś postawione zarzuty.
A kim był dla księdza sam Ziobro? W telefonie księdza zapisany jest jako „Zibi”. Prokuratura, przeszukując dom Ziobry, zabezpieczyła jego terminarz — a w nim 36 spotkań z księdzem, z czego 33 jeszcze zanim Profeto wygrała konkurs. W kalendarzu jest też wpis z 2016 roku: chrzest u Ziobrów. Wbrew temu, co ksiądz powtarzał latami — że Ziobrę znał jak każdy Polak, z telewizji — znali się dużo wcześniej. Brat księdza został w 2022 prezesem Alior Banku i w tym samym roku zatrudnił w banku brata Ziobry.
To jest ta niewidzialna ręka. Ta, która wbrew celom statutowym, wbrew brakowi doświadczenia, wbrew regulaminowi otwiera wszystkie drzwi. I dosypuje kolejne miliony.
Zatrzymanie i „męczennik”
Zmienia się władza. Przelewy blokuje następca Ziobry, Adam Bodnar. A potem, w Wielki Czwartek 2024, do księdza przychodzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Olszewski trafia do aresztu, w którym spędzi prawie siedem miesięcy.
I tu zaczyna się druga twarz sprawy. Ksiądz opisuje, jak go traktowano: odmowa wody i posiłku, godziny w kajdankach, budzenie światłem w nocy. Politycy PiS mówią o torturach, porównują go do zamordowanego przez SB księdza Popiełuszki. Telewizja Republika relacjonuje każdy szczegół. Pojawia się pytanie, którego nie da się zbyć: czy to sprawa polityczna?
Rozstrzyga to — na ile się da — ktoś, kto nie jest po żadnej ze stron. Rzecznik Praw Obywatelskich. Werdykt jest wyważony: tortur nie było, ale doszło do niehumanitarnego traktowania. Piętnaście godzin czynności bez posiłku i odpoczynku. Kajdanki nawet tam, gdzie nie było takiej potrzeby. Po siedmiu miesiącach ksiądz wychodzi za poręczeniem 350 tysięcy. Przed bramą wita go tłum z kwiatami.
I trzeba to powiedzieć uczciwie, w pełnym zdaniu: obrona chce zmienić sędzię — Justynę Koskę-Janusz — ze względu na jej dawny spór z Ziobrą, i mówi otwarcie, że ta afera częściowo śmierdzi polityczną przepychanką. To realny zarzut. Można źle poprowadzić zatrzymanie i mieć rację co do pieniędzy. Można mieć rację co do pieniędzy i zepsuć sprawę sposobem jej prowadzenia. Jedno nie unieważnia drugiego.
Obrońca, który jest świadkiem
Męczennik miał obrońcę. Mecenasa Krzysztofa Wąsowskiego — prawnika dobrze znanego poprzedniej władzy, którego kancelaria za czasów Ziobry świadczyła usługi Ministerstwu Sprawiedliwości i zainkasowała za to ponad pół miliona złotych. Ta sama kancelaria figuruje jako obsługa prawna Archipelagu.
A teraz uwaga. Według prokuratury mecenas Wąsowski nie był w tej sprawie tylko obrońcą. W czerwcu 2020 sporządził dla Fundacji Profeto opinię prawną — o tym, jak finansować zakupy na potrzeby projektu. Tym samym stał się w sprawie świadkiem. A świadek i obrońca w jednej sprawie to dwie role, których łączyć nie wolno. Prokurator uprzedził go o tym wcześniej. Mimo to Wąsowski został obrońcą księdza. Dlaczego? Zapytany przez dziennikarzy przed kamerą — odmówił odpowiedzi.
Wiemy, jak to się skończyło. Gdy ksiądz wychodził z aresztu, sąd zakazał kontaktu między świadkami a podejrzanymi, żeby nie uzgadniali wersji. Zakaz objął obu. Więc ksiądz nie może dziś rozmawiać z własnym obrońcą.
Fakt pozostaje faktem: ks. Olszewski ma zarzut bezprawnego przywłaszczenia mienia znacznej wartości. A pierwszy wyrok w całej aferze Funduszu Sprawiedliwości już zapadł — nie przeciwko księdzu, lecz przeciwko słupowi. Właścicielowi firmy Tiso, Piotrowi W., za pranie pieniędzy z Funduszu.
Fundusz Sprawiedliwości — cały archipelag
Bo ksiądz to jedna wyspa. A wokół jest cały archipelag.
Fundusz Sprawiedliwości powstał w 1997 roku jako Fundusz Pomocy Postpenitencjarnej. Cel był skromny i konkretny: pomagać byłym więźniom wrócić do życia. Pieniądze brały się m.in. z potrąceń z wynagrodzeń osadzonych. Grosz do grosza, od ludzi zza krat.
W 2017 roku przepisy zmieniono. Dorzucono nowy, mętny cel — „przeciwdziałanie przyczynom przestępczości” — i zapis pozwalający ministrowi przyznawać pieniądze wedle uznania. I fundusz spuchł. Z 90 milionów rocznie zrobiło się ponad 450. Strumień, którego — jak zeznał jeden z dyrektorów — nie dawało się już normalnie rozdysponować.
Dokąd płynął? Najwyższa Izba Kontroli zakwestionowała wydatki na ponad 280 milionów. Według śledczych ponad 60% środków omijało ofiary przestępstw, a zamiast tego realizowało cele bliskie Suwerennej Polsce — partii Zbigniewa Ziobry. Granty dla „swoich” organizacji, pieniądze w okręgach politycznych. I jeden przelew, który zapamiętasz: 25 milionów z Funduszu Sprawiedliwości poszło do Centralnego Biura Antykorupcyjnego na Pegasusa — system do inwigilacji telefonów, używany, według dzisiejszej koalicji, przeciwko opozycji.
Fundusz dla ofiar przestępstw i byłych więźniów. Pieniądze z potrąceń osadzonych. A na wyjściu: ustawione konkursy, granty dla swoich i oprogramowanie do podsłuchiwania przeciwników.
Gdzie są dzisiaj bohaterowie
Zbigniewowi Ziobrze prokuratura chce postawić 26 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Tyle że nie może mu ich ogłosić, bo Ziobro zniknął. Najpierw dostał azyl na Węgrzech, u Orbána. Gdy Orbán w maju 2026 przegrał wybory, Ziobro ogłosił, że jest już w Stanach Zjednoczonych. Węgry cofnęły mu status uchodźcy i dokumenty podróży. Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił wydania wobec niego Europejskiego Nakazu Aresztowania, ale w lipcu 2026 uprawomocniła się decyzja o jego areszcie, a Polska skierowała do USA wniosek o ekstradycję i tymczasowe aresztowanie — liczący blisko 300 stron i obejmujący 19 z 26 czynów. Czy Amerykanie go wydadzą — bardzo wątpliwe: ochronę roztacza nad nim środowisko bliskie administracji Trumpa. Marcin Romanowski? Też zniknął, też poza zasięgiem.
A budynek? Z budowy Archipelagu zniknęło oświetlenie. Zniknął sprzęt audio. Zniknęła blachodachówka i prawie sto okien. Gmach za 66 milionów stoi na Wilanowie, bez kanalizacji, którą podłączą — jeśli podłączą — dopiero za kilka lat. Najwyższa Izba Kontroli policzyła, że Fundacja Profeto powinna oddać 56 milionów. Czy ktokolwiek zobaczy te pieniądze — wątpię.
Ksiądz Olszewski zaszył się w odosobnieniu i przed sądem konsekwentnie odmawia wyjaśnień. Ziobro jest w Stanach. Romanowski zniknął. A pieniądze — pieniądze więźniów, pieniądze ofiar, jak to zwykle bywa — gdzieś się rozpłynęły.
Zostaje jedno pytanie. Czy przyklejanie słowa „sprawiedliwość” do każdej nazwy — fundusz sprawiedliwości, fundacja od nowej ewangelizacji, wyspy wolne od przemocy — sprawia, że cokolwiek staje się choć trochę bardziej uczciwe? Ludzkie pragnienia lubią się przebierać. W koloratkę, w garnitur, w dres. Dlatego warto patrzeć, dokąd naprawdę płynie pieniądz — pod każdym przebraniem.
To był Hajsownik. Patrzę dokąd płynie pieniądz.
FAQ — najczęstsze pytania o sprawę Fundacji Profeto
Kim jest ksiądz Michał Olszewski? Sercanin, egzorcysta i ewangelista, prezes Fundacji Profeto — fundacji medialnej powołanej w 2014 roku przez zakon sercanów przy seminarium w Stadnikach. To centralna postać procesu dotyczącego największej w historii dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Jest oskarżony, nie przyznaje się do zarzutów i odmawia składania wyjaśnień. Obowiązuje domniemanie niewinności.
Czym jest Fundacja Profeto i czym się zajmowała? Profeto to Sercański Sekretariat na rzecz Nowej Ewangelizacji — fundacja od nowoczesnej ewangelizacji przez radio, aplikację i YouTube. W 2019 roku zatrudniała dziesięć osób i miała ok. 2 mln zł przychodu. Nie miała doświadczenia w pomaganiu ofiarom przestępstw ani w prowadzeniu ośrodków — a mimo to wygrała konkurs na budowę centrum pomocy pokrzywdzonym.
Co to jest Archipelag i ile kosztował? Archipelag to budynek w warszawskim Wilanowie, który za dotację z Funduszu Sprawiedliwości miał stać się ośrodkiem pomocy ofiarom przestępstw. W projekcie znalazły się studia nagrań, reżyserki i sala widowiskowa. Przyznano na niego prawie 100 mln zł, wypłacono 66 mln zł. Według NIK obowiązek realnej pomocy ofiarom trwał tylko rok, po czym fundacja mogła wykorzystywać gmach do własnych celów.
Co zarzuca się ks. Olszewskiemu? Prokuratura Krajowa oskarża go m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, działanie na szkodę Skarbu Państwa, pranie pieniędzy i przywłaszczenie mienia znacznej wartości. Według prokuratury 135 tys. zł z dotacji trafiło do księdza i było wypłacane z bankomatów lub wydawane kartą. Proces jest w toku; obowiązuje domniemanie niewinności.
Na czym polegał mechanizm prania pieniędzy według prokuratury? Fundusz Sprawiedliwości wypłacał środki Profeto; Profeto przelewała je firmie Tiso jako wykonawcy; Tiso pod tytułem „wynajem” przekazywała pieniądze zakonowi sercanów na konto, do którego pełnomocnictwo miał ksiądz; stamtąd część wracała do fundacji, a 135 tys. zł — według prokuratury — do samego księdza. Przez całą drogę były to te same pieniądze publiczne, w części z potrąceń z wynagrodzeń więźniów.
Jaki jest związek sprawy ze Zbigniewem Ziobrą? Fundusz Sprawiedliwości nadzorował resort kierowany przez Zbigniewa Ziobrę. W terminarzu Ziobry prokuratura znalazła 36 spotkań z księdzem, 33 jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu. Prokuratura chce postawić Ziobrze 26 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Ziobro przebywa poza krajem; Polska skierowała do USA wniosek o jego ekstradycję.
Czy ktoś został już skazany w aferze Funduszu Sprawiedliwości? Tak. Pierwszy wyrok zapadł nie wobec księdza, lecz wobec Piotra W., właściciela firmy Tiso, skazanego za pranie pieniędzy z Funduszu. Postępowania wobec pozostałych osób, w tym ks. Olszewskiego i byłych urzędniczek ministerstwa, są w toku.
Na jakim etapie jest sprawa dzisiaj? Proces przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył 21 stycznia 2026; sędzią-referentem jest Justyna Koska-Janusz, której wyłączenia domaga się obrona, wskazując na jej dawny spór z Ziobrą. Według adwokatów proces może potrwać lata. Ks. Olszewski odmawia składania wyjaśnień. Obowiązuje domniemanie niewinności.
Materiał opiera się na akcie oskarżenia i komunikatach Prokuratury Krajowej, raporcie oraz konferencji Najwyższej Izby Kontroli, opinii Rzecznika Praw Obywatelskich i ustaleniach dziennikarzy — m.in. reportażu „Czarno na białym” i materiałów TVN24, OKO.press oraz PAP. Osoby publiczne występują pod pełnym nazwiskiem; osoby nieskazane prawomocnie w sprawach w toku — pod formą imię + inicjał. Obowiązuje domniemanie niewinności; ostateczna kwalifikacja prawna należy do sądu.



