Misją Hajsownika jest nie tylko edukacja finansowa w ciekawej formie „financial true crime”, ale również zapobieganie oszustwom finansowym, dlatego po dołączeniu do grupy Hajsownika otrzymasz pdf: „Anatomia oszustwa: 10 sygnałów finansowego przekrętu — i co zrobić, gdy już wpłaciłeś„
Dołącz do grupy
Dziękuję
Jesteś w środku
ZondaCrypto cz.3: Dlaczego skarbówka ściga ofiary
- Przedmiot sprawy: Finał afery ZondaCrypto — jak największa polska giełda kryptowalut z zobowiązaniami wobec klientów na ponad 3 miliardy złotych zamroziła wypłaty, gdzie zniknęły bitcoiny z jej portfeli, dlaczego olimpijczycy dostali premie w walucie, która wyparowała, i dlaczego skarbówka każe poszkodowanym zapłacić podatek od pieniędzy, których już nie mają. To nie jest tekst o jednej wpłacie — to rozbiór mechanizmu upadku.
- Główni bohaterowie:
- Przemysław Kral — adwokat z Katowic, prezes Zondy, który przejął stery po Suszku. Wg ustaleń Onetu przebywa dziś za granicą, ma obywatelstwo izraelskie (2025). Bez postawionych zarzutów, bez listu gończego, bez wniosku o ekstradycję.
- Marian W. „Maniek” — wg prokuratury i dziennikarzy rzeczywisty właściciel giełdy od pierwszego dnia. Zarzut pozbawienia wolności Suszka oraz — w osobnym postępowaniu — kierowania międzynarodową grupą wyłudzającą VAT.
- Sylwester Suszek — założyciel giełdy, zaginiony od ponad czterech lat; śledczy przypuszczają, że nie żyje, ale nie ma ciała.
- Radosław Piesiewicz — prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który podpisał kontrakt z Zondą pięć dni po piśmie PKOl do ABW.
- Poszkodowani — wg premiera nawet 30 tysięcy osób; 1,5 tysiąca potwierdzonych zawiadomień (maj 2026).
- Robert Nogacki (Kancelaria Skarbiec) — prawnik prowadzący sprawy poszkodowanych.
- Skala i kluczowe liczby:
- 722 mln EUR (>3 mld zł) — zobowiązania wobec klientów wg raportu BB Trade Estonia OÜ za 2024 r. W kasie w tym samym czasie: 9,7 mln EUR gotówki (stosunek poniżej 1,5%).
- 55,7 BTC → 0,086 BTC — spadek średniego stanu publicznych portfeli giełdy o 99,7% w 20 miesięcy (analiza Recoveris).
- 75 mln EUR (~320 mln zł) — największa pojedyncza pożyczka „nr 7”: w kryptowalucie, bez zabezpieczenia, z terminem zwrotu, który już minął.
- 5 dni — tyle minęło między pismem PKOl do ABW (17 października 2025) a podpisem kontraktu w Monako (22 października 2025).
- 19% — podatek, który skarbówka każe zapłacić od zrealizowanych zysków, także tych „zamrożonych” na giełdzie.
- <10% — średni współczynnik odzysku w polskich aferach finansowych ostatnich lat; procedury trwają 11–14 lat.
- ~30 tys. — szacowana liczba poszkodowanych (dla porównania: Amber Gold ~19 tys., GetBack ~9 tys.).
Jeśli właśnie tu trafiłeś: w pierwszych dwóch częściach pokazałem, jak najmniejsza polska giełda kryptowalut urosła do półtorabilionowych obrotów, jak zarządzał nią po cichu człowiek wiązany z paliwową mafią i jak Polski Komitet Olimpijski podpisał z nią pięcioletni kontrakt pięć dni po wysłaniu listu do ABW. To finał tej historii — moment, w którym wszystko się sypie. Przypominam: to opowieść oparta na ustaleniach dziennikarskich i prokuratorskich. Tam, gdzie coś jest niepotwierdzone, mówię to wprost.
W tej części rozkładam na części sam upadek: skąd wzięły się tokeny, których giełda mogła wydrukować dowolną ilość, dokąd wypłynęło 75 milionów euro, gdzie zniknęły bitcoiny z portfeli i dlaczego drugie uderzenie w ofiary przyszło nie od przestępców, tylko od państwa. Na końcu wracam do jednego apartamentu z widokiem na Zatokę Perską.
Skandal z ABW: pięć dni, których nikt nie umie wytłumaczyć
Zacznijmy od wątku, którego po prostu nie da się zostawić. Już w marcu 2025 roku — pół roku przed podpisaniem umowy z Zondą — Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia przestępstwa przez prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza. Tego samego Piesiewicza, który w październiku 2025 podpisał umowę z Zondą.
To dopiero rozgrzewka. W kwietniu 2026, kiedy wybucha afera, Centralne Biuro Antykorupcyjne wchodzi z przeszukaniami do siedziby PKOl, do Polskiego Związku Koszykówki i do nieruchomości powiązanych z Piesiewiczem. Piesiewicz broni się publicznie: twierdzi, że przed podpisaniem umowy zlecił dwie niezależne opinie prawne, obie bez zastrzeżeń, i że PKOl wysłał do ABW pismo o planie rozszerzenia portfolio sponsorskiego.
ABW odpowiada — przez rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych Jacka Dobrzyńskiego — krótko: prezes PKOl kłamie i manipuluje. Według służb w piśmie PKOl z 17 października 2025 roku nie pytano ani o firmę ZondaCrypto, ani o kryptowaluty. Informowano jedynie, że „rozpatrywane jest nawiązanie współpracy z podmiotami zagranicznymi oferującymi produkty i usługi niestandardowe”, i proszono o szkolenie z ryzyk.
I tu jest liczba, którą warto zapamiętać. Pięć dni. Tyle minęło między pismem PKOl (17 października) a podpisem w Monako (22 października). Pięć dni, w których normalna instytucja czekałaby na odpowiedź od służb. Pięć dni między „chcielibyśmy się upewnić” a „witam pana w rodzinie olimpijskiej”.
Token z powietrza: jak wydrukować pieniądz i sprzedać go klientom
Teraz sedno całej mechaniki. W 2024 roku ZondaCrypto wprowadziła na rynek własną kryptowalutę — ZND. Premiera odbyła się w Monako, przy fanfarach i szampanie. Formalnie ZND miał być „paliwem napędzającym ekosystem giełdy”: dawać zniżki na opłatach i być deflacyjny, czyli z czasem coraz rzadszy, co teoretycznie podnosi wartość każdego tokena.
A teraz, czym ten token był naprawdę. ZND nie jest bitcoinem. Bitcoin powstaje przez mining, jest go ograniczona ilość zapisana w kodzie i nikt — żaden rząd, żadna firma, żadna giełda — nie wyprodukuje nowego bitcoina z powietrza. ZND mogła wyprodukować ZondaCrypto. Kiedy chciała. W ilości, jakiej chciała. Innymi słowy: giełda wydrukowała własne żetony i sprzedawała je swoim klientom. Klienci kupowali, bo wierzyli w ekosystem.
Analitycy Kancelarii Prawnej Skarbiec, badając bilanse spółki BB Trade Estonia OÜ, ustalili rzecz fascynującą: w raporcie za 2024 rok księgowanie tokena ZND istotnie wpływało na wynik finansowy spółki — duża część „pozostałych przychodów operacyjnych” pochodziła z wyceny i przekazywania tokenów ZND. Bez tej polityki księgowej obraz finansów wyglądałby inaczej. Mecenas Robert Nogacki ujął to krótko: token nie miał realnego pokrycia w aktywach ani wartości użytkowej, a brak fundamentów nadrabiano agresywnym marketingiem sportowym. Od początku 2026 roku ZND stracił praktycznie całą wartość.
TMPL: olimpijskie premie w walucie, która wyparowała
Był jeszcze token drugi — TMPL. Ten, którym płacono polskim sportowcom. Zaprojektowany w tym samym schemacie co ZND: emitowany przez giełdę, deflacyjny, „paliwo ekosystemu polskiego sportu”. Z jedną różnicą — miał na sobie logo Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Polski skoczek narciarski, multimedalista igrzysk w Mediolanie-Cortinie, dostał część premii w TMPL — łącznie setki tysięcy złotych w tokenach. Zlecił wypłatę i usłyszał: proszę poczekać do końca kwietnia, problemy techniczne. Polski łyżwiarz szybki, z miejscami 4–8 na igrzyskach, dostał premię (do 50 tysięcy złotych) w całości w tokenach. Wszyscy sportowcy z miejsc 4–8 — bez wyjątku — dostali pieniądze w tokenach. W całości. Od premiery 6 lutego 2026 TMPL stracił dużą część wartości. To była waluta, w której Polski Komitet Olimpijski wypłacił nagrody za reprezentowanie kraju na igrzyskach. W 2026 roku.
Pożyczki w nieznane: 75 milionów euro bez zabezpieczenia
Jest jeszcze mechanizm, którego nie wolno przeoczyć. Według sprawozdania finansowego BB Trade Estonia OÜ za 2024 rok dwie największe pożyczki udzielone przez spółkę — „nr 6” i „nr 7” — miały na koniec roku łączną wartość 89,5 mln euro (ok. 380 mln zł). Sama „nr 7” to 75 016 307 euro, czyli około 320 mln zł. Udzielona — uwaga — w kryptowalucie, na zmiennym oprocentowaniu.
Kto był odbiorcą? Sprawozdanie nie ujawnia tego w pełni. Wg noty nr 25 do 28 lipca 2025 roku z tych pożyczek spłacono łącznie 58,264 mln euro — ponad 31 mln euro nie wróciło do spółki. Dodatkowo raport potwierdza, że spółka korzystała ze środków klientów na sumę około 82 mln euro; klienci akceptowali to w regulaminie obowiązującym od maja 2023 do końca grudnia 2024. Robert Nogacki opisał to bez ozdobników: giełda pożyczyła pieniądze klientów, 75 milionów euro, bez zabezpieczenia, z terminem zwrotu, który już minął.
Z punktu widzenia bilansu te pieniądze nie zniknęły — są wykazane jako „należności”. Brzmi spokojnie. Z punktu widzenia rzeczywistości: 75 milionów euro w krypto znalazło się poza giełdą, a w lipcu 2025 wciąż 31 milionów euro nie wróciło.
Pierwsze pęknięcia: gdzie się podziały bitcoiny?
Grudzień 2025. Na grupach na Telegramie i forach kryptowalutowych zaczynają się posty: „moja wypłata wisi już piąty dzień w statusie »oczekująca«”. Potem: siódmy dzień. Czternasty dzień. Giełda odpowiada uspokajająco — problemy techniczne, nowe systemy bezpieczeństwa, manualna weryfikacja każdej wypłaty. Niektórzy wierzą. Inni zaczynają panikować.
Money.pl i Wirtualna Polska zlecają niezależnej firmie Recoveris analizę portfeli giełdy. Wynik publikują 6 kwietnia 2026 — i to moment, w którym wszystko staje się publiczne. Średni miesięczny stan bitcoinów na publicznych portfelach Zondy: w sierpniu 2024 to 55,7 BTC (ok. 13–14 mln zł przy ówczesnej cenie); w marcu 2026 — 0,18 BTC; 1 kwietnia 2026 — 0,086 BTC, czyli równowartość jakichś 21 tysięcy złotych. Spadek o 99,7 procent w 20 miesięcy.
Prezes Kral odpowiedział, że saldo portfela bitcoinowego 1 kwietnia wynosiło ponad 4,5 tysiąca BTC, a giełda ma ponad 3,2 mln adresów, w tym typu cold wallet, do których analitycy nie mają dostępu. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów. Tymczasem z raportu finansowego za 2024 rok wynikało, że zobowiązania wobec klientów to 722 miliony euro — ponad 3 miliardy złotych — a w kasie było 9,7 miliona euro gotówki. Stosunek mniejszy niż 1,5 procent.
Implozja: dymisje, zawiadomienia i lot do Tel Awiwu
Kwiecień 2026 — sypie się wszystko naraz. Rada nadzorcza BB Trade Estonia OÜ z dnia na dzień podaje się do dymisji i sama zgłasza do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa. Rada nadzorcza nie robi tego bez przyczyny — robi się to wtedy, kiedy ludzie z wewnątrz widzą rzeczy, których nie chcą brać na siebie. Były członek rady Guido Buehler publicznie ogłosił złożenie zawiadomienia do estońskich władz.
Wypłaty stają. Klienci masowo idą do prokuratury. Wg prokuratora krajowego Dariusza Korneluka do końca kwietnia zgłosiło się ponad 700 osób; w maju liczba zawiadomień przekroczyła 1,5 tysiąca. Premier Donald Tusk mówi publicznie, że poszkodowanych może być nawet 30 tysięcy, i dodaje, że u źródeł sukcesu tej firmy stały nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tzw. bratwą, ale też rosyjskie służby.
17 kwietnia 2026 Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczyna śledztwo w kierunku oszustwa znacznej wartości i prania pieniędzy. Funkcjonariusze zabezpieczają sprzęt i terabajty danych, a prokuratura zwraca się do ponad stu największych giełd na świecie o zablokowanie środków powiązanych z Zondą.
I wtedy Kral wygłasza jedno z bardziej spektakularnych oświadczeń w historii polskiego prawa finansowego: klienci nie powinni się martwić, bo na zimnym portfelu leży 4 500 bitcoinów o wartości około 330 milionów dolarów — tylko że klucze do niego miał Sylwester Suszek. Ten sam, który zaginął cztery lata wcześniej. Według późniejszej analizy mecenasa Nogackiego (opublikowanej przez TVN24) wskazany adres to jeden z najbardziej znanych publicznie uśpionych portfeli bitcoina na świecie — figurujący od lat jako nr 39 wśród adresów uśpionych ponad osiem lat. To nie jest anonimowy cold wallet typowej giełdy.
Tego samego dnia Kral wylatuje z Monako do Tel Awiwu. Ma obywatelstwo izraelskie (uzyskane w 2025), co utrudnia ewentualną ekstradycję. Wg ustaleń Onetu z maja 2026 Kral i Marian W. ukrywają się razem: najpierw Monako, potem Izrael (Kral kupił dom w Cezarei), a obecnie — na czas remontu — Zjednoczone Emiraty Arabskie, wraz z rodzinami. Trzeba to podkreślić: na maj 2026 Kralowi nie postawiono zarzutów, śledztwo toczy się „w sprawie”, a nie „przeciwko”, i nie ma wniosku o ekstradycję. Tusk komentował, że działalność Krala mu się nie podoba, ale to nie wystarcza, by myśleć o ekstradycji.
Raków Częstochowa zrywa umowę sponsorską, logo Zondy znika z koszulek, za Rakowem idą Lechia, Pogoń, Dziki. PKOl najpierw broni się, że nie ma podstaw do rozwiązania umowy — pod naporem opinii publicznej w końcu się wycofuje. Sportowcy z premiami w tokenach czekają dalej.
Trzydzieści tysięcy historii
Ta sprawa to nie tylko reportaż w liczbach. To trzydzieści tysięcy konkretnych ludzi — przynajmniej według szacunków premiera; w prokuraturze na maj 2026 mamy 1,5 tysiąca potwierdzonych zawiadomień, a reszta być może jeszcze nie wie, że powinna się zgłosić.
ZondaCrypto nie była zaawansowaną platformą — narzędzia dla traderów miała ograniczone. Ale do prostego handlu w zupełności wystarczała: polski interfejs, polski support, wpłaty złotówkami z polskiego konta. Dla większości — w sam raz. W listopadzie 2025, gdy kończyła się hossa, część ostrożniejszych użytkowników wypłaciła środki. Działało. Wielu nie wypłaciło — bo wygodnie, bo opłaty za transfer na własny portfel były wysokie, bo nie chciało im się przerzucać, bo giełda funkcjonowała latami i nic się nie działo.
Potem ludzie zaczęli próbować wypłacać. „Problemy techniczne, prosimy o cierpliwość.” Mijał tydzień. Drugi. Miesiąc. Za każdym tysiącem, piątką czy dwudziestką tysięcy złotych stoi konkretna historia: ktoś odkładał te pieniądze dwa lata, ktoś chciał kupić samochód dla syna, ktoś zbierał na wkład własny na mieszkanie, ktoś trzymał tam emeryturę, ktoś — całe oszczędności życia. Na forach pojawiały się relacje: emerytowany wojskowy, który stracił dziesięć tysięcy na ZND; pracownik fabryki, który przez trzy lata dorabiał na krypto i miał wypłacić w marcu; samotna matka, która chciała kupić mieszkanie; emeryt, który chciał wesprzeć wnuki. Trzydzieści tysięcy razy to samo zdanie: „miałem na koncie X. Dziś nie mam nic.”
Drugi cios: skarbówka każe zapłacić za pieniądze, których nie ma
I tu zaczyna się część, o której prawie nikt nie mówi. W Polsce zysk z kryptowalut jest opodatkowany — 19 procent. To normalne, tak działa podatek. Ale jest haczyk: podatek płaci się w momencie, w którym realizujesz zysk, czyli sprzedajesz krypto za walutę fiat — niezależnie od tego, czy pieniądze wypłaciłeś z giełdy, czy wciąż na niej „wiszą”.
Wyobraź sobie tę sytuację. Zarobiłeś w 2025 na krypto, część zysków zrealizowałeś, część pieniędzy wypłaciłeś, część zostawiłeś na koncie giełdowym, żeby grać dalej. W marcu 2026 ZondaCrypto zamraża wypłaty. Twoich pieniędzy nie ma. A do końca kwietnia musisz złożyć PIT, wykazać wszystkie zrealizowane w poprzednim roku zyski i zapłacić od nich 19 procent — z pieniędzy, których już nie masz.
Do tego dochodzi mechanizm, który działa jak zegarek: po każdej głośnej aferze inwestycyjnej urząd skarbowy prześwietla podatników, którzy mogli mieć z nią do czynienia — sprawdza, czy zgłosili dochody, czy złożyli PIT, czy zapłacili. Afera = dużo transakcji = potencjalne nieopodatkowane dochody. Poszkodowani w Zondzie w wielu przypadkach dostali wezwania: płaćcie podatek od dochodów, które wyparowały razem z waszymi oszczędnościami. Nie dość, że straciłeś — jeszcze musisz dopłacić.
Iskra nadziei? MiCA, weta i pozew przeciwko państwu
Jest jednak światełko. Polska — i to nie teza, to fakt — nie wdrożyła na czas unijnego rozporządzenia MiCA. Nakłada ono na giełdy kryptowalut wymogi kapitałowe, obowiązek segregacji środków klientów i obowiązkowe audyty rezerw. Powinno wejść w życie do 30 grudnia 2024. W Polsce nie weszło: prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zawetował ustawę implementującą MiCA (grudzień 2025 i luty 2026), a Sejm dwukrotnie nie odrzucił wet.
Gdyby Polska wdrożyła MiCA na czas, ZondaCrypto musiałaby albo spełnić wymogi (i prawdopodobnie już wtedy wyszłoby na jaw, że nie ma pokrycia środków klientów), albo zakończyć działalność i zwrócić pieniądze do końca czerwca 2025. W obu wariantach poszkodowanych byłoby mniej — albo wcale. Dlatego prawnicy sugerują pozwy zbiorowe przeciwko Skarbowi Państwa: argument brzmi, że gdyby państwo wdrożyło ustawę na czas, do strat by nie doszło.
Brzmi konkretnie. Sprawdźmy jednak, jak kończyły się podobne sprawy.
| Afera | Liczba poszkodowanych | Straty łączne | Odzyskane |
|---|---|---|---|
| Amber Gold (2012) | ~19 tys. | 850 mln zł | ok. 10% |
| GetBack (2018) | ~9 tys. | 3,3 mld zł | < 10% |
| Cinkciarz.pl (2024) | tysiące | 125 mln zł | postępowanie trwa |
| ZondaCrypto (2026) | ~30 tys. (szac.) | >700 mln EUR (zob.) | ? |
Statystyka jest bezwzględna: średni współczynnik odzysku w polskich aferach finansowych ostatnich lat to mniej niż dziesięć procent — i to po procedurach trwających jedenaście, dwanaście, czternaście lat. Statystycznie: jeśli straciłeś dziesięć tysięcy, najbardziej prawdopodobne, że odzyskasz mniej niż tysiąc, po kilkunastu latach procesów. A w międzyczasie skarbówka każe zapłacić podatek od zysku zrealizowanego rok wcześniej.
A Maniek? Apartament z widokiem na Zatokę Perską
Cała ta historia kończy się jednym obrazem. Sylwester Suszek — od ponad czterech lat nie pokazuje się publicznie; prokuratura prowadzi sprawę jego uprowadzenia, a śledczy z Prokuratury Krajowej są przekonani, że nie żyje, choć nie ma ciała ani tropów. Przemysław Kral — prezes Zondy po Suszku — wg ustaleń Onetu przebywa dziś w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ma obywatelstwo izraelskie, jest bez postawionych zarzutów, bez listu gończego, bez wniosku o ekstradycję. Śledztwo wciąż w fazie „w sprawie”.
Marian W. — „Maniek”. Człowiek, do którego pojechał Suszek na ostatnie spotkanie. Człowiek, któremu prokuratura postawiła zarzut pozbawienia wolności Suszka, a w odrębnym postępowaniu — kierowania międzynarodową grupą przestępczą wyłudzającą VAT. Według prokuratorów rzeczywisty właściciel giełdy od pierwszego dnia. Według doniesień Onetu przebywa razem z Kralem w ZEA. Z rodzinami. W tym samym miejscu.
Apartament z widokiem na Zatokę Perską. Słońce, tafle szkła, drink w ręku. Tam siedzi człowiek, którego — według dziennikarzy — polskie służby obserwowały od lat i nie zatrzymały, chociaż mogły. I patrzy, jak w polskich miastach tysiące ludzi piszą odwołania, składają pozwy, czekają w kolejkach do prokuratury i dostają wezwania ze skarbówki. Wg dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i Onetu Zonda była jednym z biznesowych aktywów w orbicie „Mańka”, a Marian W. miał wpompować w giełdę ok. 300 mln zł z nielegalnego obrotu paliwami. To tezy śledcze i dziennikarskie — ostateczna kwalifikacja prawna należy do sądu.
A polski skoczek narciarski, który w lutym 2026 stał na olimpijskim podium, wciąż czeka na swoją premię. Token, w którym mu ją wypłacono, jest dziś warty mniej niż etui od jego telefonu.
FAQ — najczęstsze pytania o aferę ZondaCrypto
Ile pieniędzy stracili klienci ZondaCrypto? Według raportu finansowego BB Trade Estonia OÜ za 2024 rok zobowiązania wobec klientów wynosiły 722 miliony euro — ponad 3 miliardy złotych. W kasie spółki było wtedy 9,7 miliona euro gotówki, czyli mniej niż 1,5 procent tej kwoty. Premier Donald Tusk szacował liczbę poszkodowanych nawet na 30 tysięcy osób.
Czy prezes Zondy Przemysław Kral ma postawione zarzuty? Nie. Na maj 2026 śledztwo prokuratury toczy się „w sprawie”, a nie „przeciwko”. Kralowi nie postawiono zarzutów, nie ma listu gończego ani wniosku o ekstradycję. Według ustaleń Onetu przebywa za granicą (Monako, Izrael, a obecnie ZEA) i ma obywatelstwo izraelskie.
Czym był token ZND i dlaczego stracił wartość? ZND to kryptowaluta emitowana przez samą giełdę — w odróżnieniu od bitcoina ZondaCrypto mogła wyprodukować dowolną jego ilość. Analitycy Kancelarii Skarbiec ustalili, że księgowanie ZND istotnie wpływało na wynik finansowy spółki za 2024 rok. Zdaniem mec. Roberta Nogackiego token nie miał realnego pokrycia w aktywach ani wartości użytkowej. Od początku 2026 roku stracił praktycznie całą wartość.
Dlaczego polscy olimpijczycy dostali premie w tokenach? PKOl wypłacał część nagród w tokenie TMPL, emitowanym w tym samym schemacie co ZND, ale z logo Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Sportowcy z miejsc 4–8 dostali premie w całości w tokenach. Od premiery 6 lutego 2026 TMPL stracił dużą część wartości, a wypłaty realnych środków zaczęły się „opóźniać z powodów technicznych”.
Czy poszkodowani muszą zapłacić podatek od utraconych pieniędzy? W wielu przypadkach tak. Podatek od kryptowalut (19%) płaci się w momencie realizacji zysku, czyli sprzedaży krypto za walutę fiat — niezależnie od tego, czy pieniądze zdążyły wpłynąć na konto bankowe, czy zostały „zamrożone” na giełdzie. Osoby, które zrealizowały zyski w 2025 roku, mają obowiązek wykazać je w PIT i zapłacić podatek do końca kwietnia 2026, nawet jeśli tych pieniędzy już nie odzyskają.
Czy da się odzyskać pieniądze z ZondaCrypto? Prawnicy sugerują m.in. pozwy zbiorowe przeciwko Skarbowi Państwa — argumentując, że Polska nie wdrożyła na czas unijnego rozporządzenia MiCA. Historia podobnych afer jest jednak surowa: w sprawach takich jak Amber Gold czy GetBack odzyskiwano średnio mniej niż 10 procent strat, a procedury trwały kilkanaście lat. To realne odniesienie, a nie prognoza dla tej konkretnej sprawy.
Kim jest „Maniek” w sprawie ZondaCrypto? Marian W., pseudonim „Maniek”, to według prokuratury i dziennikarzy „Rzeczpospolitej” oraz Onetu rzeczywisty właściciel giełdy. Ma zarzut pozbawienia wolności założyciela Sylwestra Suszka oraz — w osobnym postępowaniu — kierowania grupą wyłudzającą VAT. To tezy śledcze i dziennikarskie; ostateczna kwalifikacja prawna należy do sądu.



